Temat bardzo kontrowersyjny. Obie grupy walczą ze sobą i uważają, że oczywiście to ta druga jest tą złą. Kierowcy nie dażą sympatią rowerzystów i najchętniej chcieliby żeby zakazano im jeździć po mieście. Rowerzyści z kolei czują, że są gorzej traktowani na polskich drogach i nikt nie traktuje ich jako pełnoprawnego uczestnika ruchu drogowego.

Jakiś czas miałam okazję wziąć udział w krótkim reportażu na temat rowerzystów i kierowców. Jeździłam warszawskimi ścieżkami rowerowymi, a gdzie ich nie było ulicami. Miałam także okazję wypowiedzieć się na temat zachowania kierowców, stanu ścieżek i innych bliskich każdemu rowerzyście aspektów, jednak z moich wynurzeń pozostał tylko wycinek Cóż… znana i lubiana przez telewidzów Joanna J. zgarnęła moje 5 minut i kariera rowerowej celebrytki przeszła mi koło nosa Z racji, że temat jest mi bliski zainteresowanych tematem zapraszam do przeczytania poniższego wpisu. Uprzedzam może wywołać różne emocje. A ciekawskich informuję, że w tekście znajdziecie link do filmiku.

Już od paru lat w miesiącach letnich rower staje się moim głównym środkiem transportu. Jeżdżę nim do pracy, na treningi czy po bułki do sklepu. Jeszcze dłużej, bo od 2004 roku jestem kierowcą. Ponieważ korzystam z obu środków transportu, przedstawię zatem punkt widzenia z obu stron. Nie chcę hejtować żadnej z grup, jedynie obiektywnie ocenić zachowania na drodze kierowców i rowerzystów.

Skoro w reportażu przyjęłam rolę rowerzystki, to zacznę od spojrzenia tym okiem na polskich kierowców i nie tylko. Przyznaję, że średnio 2 razy w tygodniu zdarza mi się jadąć na rowerze natknąć na kierowcę wymuszającego pierwszeństwo, zajeżdżającego mi drogę czy po prostu komentującego moją obecność na drodze w bardzo dosadny i dalece odbiegający od kulturalnego sposób. Za każdym razem gdy przydaża mi się taka sytuacja mam wrażenie, że kierowcy uważają siebie za lepszych i ważniejszych, tylko do tej pory nie pojęłam tego fenomenu dlaczego tak jest. Rower to przecież też pojazd, ale chwilka! Faktycznie z punktu widzenia kierowcy może wydawać się, że ma pewne braki. Koła tylko dwa, dachu brak, więc niby takie cabrio, ale przecież do setki to się nie rozpędzi. Do setki może nie, ale zapewniam, że bez trudu można osiągnąć prędkość 30 km/h. Pedałując w tym tempie nieraz zostałam otrąbiona, ale czasami klakson był tylko wstępem i nie obyło się bez tradycyjnej, soczystej ku**y, tylko dlatego, że ośmieliłam się jechać szybko i korzystać z pierwszeństwa czy też jechać po ulicy, a nie po chodniku, po którym notabene zgodnie z prawem jechać akurat nie mogłam. Należę do tej grupy rowerzystów, którzy gdy nie ma ścieżki nie pchają się na chodniki, ale przeważnie jeżdżą po ulicach Warszawy i śmiało mogę powiedzieć, że nadal będę po nich jeździć (wybacz mamo :* ). Parę razy wdałam się w dyskusję, ale już z doświadczenia wiem, że lepiej odpuścić i skupić się na drodze. Raz nawet zdarzyło mi się, że oburzony kierowca zaczął za mną jechać i wyzwał mnie, cała moją rodzinę i pewnie jakbym nie skręciła w jedno z warszawskich blokowisk, to zahaczyłby tymi wyzwiskami o moich nieżyjących przodków. Złota zasada to: nie dać się sprowokować, jechać zdecydowanie i mieć oczy dookoła głowy. Odkąd ją stosuję, jest jakby lepiej. Nie dlatego, że takich sytuacji jest mniej, ale ja omijam niepotrzebny stres

Niestety nie tylko kierowcy są „zmorą” rowerzystów Dołączają do nich piesi, którym chodniki nie wystarczają do poruszania się po mieście. Pewnie każdy rowerzysta natknął się na pieszego spacerującego po ścieżce rowerowej. Jeśli jest to osoba starsza, spokojna, nie szukająca okazji do zaczepki to zapewne pomyliły jej się chodniki i nie ma cos się denerwować. Ale statystycznie to nie nasi dziadkowie przechadzają się po ścieżkach najczęściej, ale są to… młode mamy spacerujące ze swoimi pociechami w wózkach lub trzymające je za rękę. Pewnie padnie teraz hejt, że się czepiam, ale prawda jest taka, że nie znajdę usprawiedliwienia dla tych osób, gdy obok ścieżki rowerowej poprowadzony jest szeroki chodnik idealny do takich spacerów.

Czy coś jeszcze boli rowerzystów? Z pewnością za mało ścieżek rowerowych, ich kiepski stan, chociaż teraz jest już o wiele lepiej, za mało kontrapasów czy brak możliwości jeżdzenia na legalu pod prąd ulicami jednokierunkowymi, jak to ma miejsce chociażby w Holandii. Ale trzeba przyznać, że z roku na rok jest coraz lepiej i rowerzystów coraz więcej, więc liczę na te dobre zmiany.

No dobra, tyle w temacie z punktu widzenia rowerzysty. Przechodzę na drugą stronę, bo osobiście uważam, że rowerzyści święci nie są i mam kilka obserwacji zza kółka

Zatem co najbardziej wkurza kierowców? To samo co rowerzystów – nieprzestrzeganie przepisów Nie tylko kierowcy są winni w tej kwestii, często też kolarze wpychają się przed samochody i wymuszają pierwszeństwo. Częstym obrazkiem jest rowerzysta przejeżdżający na czerwonym świetle czy nie przeprowadzający roweru przez pasy, w przypadku braku ścieżki rowerowej. To ostatnie zresztą denerwuje nie tylko kierowców, ale także pieszych. Z punktu widzenia pieszego omijanie slalomem grupy pieszych i często zajeżdżanie im też drogi jest naprawdę irytujące. Zazwyczaj charakterystyczny dla takiego cyklisty jest jeszcze slalom chodnikowy. A jak już taki kolarz opanuje chodnik i traktuje go jak trasę szybkiego ruchu, to irytacja w narodzie gwarantowana. A jak już jestem przy pieszych to pamiętajcie o rowerach. Zanim zechcecie przejść przez ścieżkę rowerową rozejrzycie się czy nic nie jedzie, tak jak to robicie na przejściach dla pieszych.

No, ale wracając do punktu widzenia kierowcy, to kolejnym bardzo często popełnianym grzeszkiem rowerzystów jest brak sygnalizowania o zamiarze skręcania, wymijania czy zmiany pasa ruchu. Skoro rower to uczestnik ruchu drogowego, to tak samo powinien przestrzegać tych zasad. Machnięcie prawą bądź lewą ręką to żaden wyczyn, a może uchronić od wypadku. Takie zachowanie może być niebezpieczne i być przyczyną poważnej kolizji nie tylko z samochodem, ale także z innym rowerzystom czy pieszym. Zresztą tak samo zgubne w skutkach mogą być jazda bez oświetlenia. Światełka, odblaski, odblaskowe elementy odzieży to podstawowe wyposażenie rowerzysty. Są one niczym rakieta dla tenisisty.

Mam zatem apel do kierowców wszelkich pojazdów, szanujmy się nawzajem. Dzięki temu jazda po mieście czy to na dwóch czy czterech kółkach będzie o wiele przyjemniejsza. Uważajmy na siebie nawzajem i dbajmy o bezpieczeństwo swoje i otoczenia. Czasami wystarczy się postawić na miejscu tego drugiego uczestnika ruchu i uśmiechnąć do siebie

A dla tych co dobrnęli do końca załączam link do filmiku z Pytania na Śniadanie :) http://pytanienasniadanie.tvp.pl/21000018/jazda-pod-prad