Co tam technika, ciężar się liczy czyli kilka słów o WYGIBASACH NA SIŁOWNI ;)

Odkąd zaczęłam częściej przebywać na siłowni niż na zajęciach fitness zauważyłam pewną smutną tendencję. Większości ludzi trenujących (i to regularnie) nie zależy na tym, aby poprawnie wykonywać ćwiczenia, tylko na tym żeby ciężar był odpowiednio DUUŻY, a im większy tym lepiej.* Ja miałam to szczęście, że uczyłam się u naprawdę dobrych profesjonalistów, dla których najważniejsza była technika. No i teraz dzięki temu szczęściu widzę co ludzie wyprawiają ze sztangą, kettlami i innymi fit zabawkami. Autentycznie boli mnie jak widzę te wszystkie kocie ruchy na siłowni. Tofiki, kolana skierowane do środka czy też wychodzące poza palce stóp, chwianie się i inne wygibasy. Najlepsze jest to, że na końcu u tych osób prawie zawsze pojawia się uśmiech na twarzy, bo w martwym ciągu podnieśli 105 kg, a nie jak dziewczyna obok sam gryf, co prawda ważący 20 kg i poprawnie technicznie, ale nadal był to sam gryf. I tutaj też pojawia się to spojrzenie w stylu „ej laska lepiej idź na a-e-ro-bik, a nie gryf zajmujesz” ;) Obecnie odbywam praktyki zawodowe i moim zadaniem jest pomaganie na siłowni, poprawianie, udzielanie porad. I wiecie co zauważyłam? Te osoby wcale nie chcą porad. Mają w du… czyjąś pomoc (tym bardziej pomoc dzie-wczy-ny), bo oni wiedzą najlepiej. I tak sobie myślę, że raczej nikt ich nie przekona. Przyjdą po rozum do głowy dopiero jak zaczną mieć problemy z kolanami, plecami, barkami. A będą mieć na pewno! I wtedy zamiast na trenera zaczną wydawać miliony monet na rehabilitację. No, ale co kto lubi ;)

*niestety najczęściej dotyczy to panów. raz, że zdecydowanie mniej kobiet ćwiczy na siłowni, dwa, że kobiety nie wstydzą się pytać ;)

p.s. na miejscu rehabilitantów i fizjoterapetów zostawiałabym w fitness klubach swoje wizytówki, czysty biznes :P