Od jakiegoś czasu mam możliwość korzystania z pulsometru i opaski fitness Garmin Vivofit 2. Obiecałam Wam opisać moje wrażenia i myślę, że testy które przeszedł, a były one naprawdę urozmaicone, są już wystarczające i to jest ten moment, aby podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.

Przyznaję, że moja pierwsza reakcja była wyłącznie wizualna i typowo kobieca. „jaaaki łaaadny”! Oczy od razu się ucieszyły na widok tego małego gadżetu. A muszę przyznać, że nigdy nie byłam miłośniczką takich zabawek i wszelkich nowości pojawiających się na rynku. Ale trzeba przyznać, że ten jest naprawdę ładny, subtelny i niewielkich rozmiarów. Klasy i ładnej linii nie można mu odmówić. Do tego same opaski są wymienne, dostępne w różnych kolorach, więc można je dobierać w zależności od nastroju i od tego co mamy na sobie

Pierwsze testy zaczęłam od treningów biegowych. Opaska bardzo dokładnie mierzy puls i pokazuje również, w której strefie tętna aktualnie jesteśmy. Garmin Vivofit 2 potwierdził moje dotychczasowe przypuszczenia, które do tej pory opierałam wyłącznie na reakcjach organizmu. Nie dla mnie ciągłe bieganie w szybkim tempie. Puls skacze do górnej granicy w błyskawicznym tempie, nie mówiąc już o purpurze pojawiającej się na mojej twarzy. Pomiary wskazały zatem kierunek biegowych treningów – bieganie wolniejsze, a dłuższe jest dla mnie

Drugi test to treningi interwałowe. Często właśnie takie treningi prowadzę na zajęciach fitness. I tutaj pulsometr mile mnie zaskoczył. Puls oczywiście szybko podskakiwał do 90-95% mojego HR Max, ale w spokojniejszych częściach treningu szybko opadał w dół. Bardzo mnie to ucieszyło, bo reakcja organizmu jest typowo sportowa i nie muszę rezygnować z jednej z ulubionych form treningu.

Trzeci test i chyba najprzyjemniejszy ze względu na widoki jakie mi towarzyszyły to piesze wędrówki po Bieszczadach. Mierzone były puls, kroki i kilometry. W najbardziej hardkorowym dniu licznik wskazał ponad 33.000 kroków i ok 24 km po górach. Garmin nie zwariował, liczył kroki i kilometry dalej jak przystało na profesjoanlistę.Vivofit 2 informuje także o strefie tętna, w której aktualnie się znajdujemy. Mała ciekawostka – na podejściach na połoniny bieszczadzkie można osiągnąć 5 strefę tętna Podczas przemierzania szlaków pot się lał z każdego skrawka ciała, ubrania przylegały do ciała, a opaska jak i sam pulsometr były, a zarazem jakby ich nie było. Świetnie dopasowują się do ciała, w ogóle ich się nie czuje, nie uwierają, nie wrzynają się, nie przesuwają się i można zapomnieć je zdjąć na noc A co do nocy, to Vivofit 2 ma także funkcję monitorowania snu. Po zalogowaniu się w serwisie Garmina Connect, można sprawdzić ilość przespanych godzin, a także fazy ruchu i spokojnego snu

Do tego Vivofit 2 jest bardzo prosty w obsłudze. Nie ma miliona guzików, które gubią w obsłudze niedoświadczonego użytkownika. Jeden przycisk, który załatwia całą sprawę. Dla mnie idealne rozwiązanie. Należę bowiem do tych osób, które nie czytają instrukcji obsługi, a jak muszę to zaglądam do niej z wielkim bólem. Tym razem nie było takiej potrzeby. Sam pulsometr, jak i aplikacja Connect są przyjazne, proste i intuicyjne. Oprócz tego Vivofit 2 to też zegarek, datownik, stoper, ma także subtelne podświetlenie, liczy spalone kalorie i jest wodoodporny.

Powiecie, czyżby naprawdę z tego Garminka jest takie cudo? Nie ma wad? Ma Ja znalazłam 1, słownie: jedną. Ciągle przypomina o ruchu. Kiedy za długo siedzimy i nigdzie się nie przemieszczamy daje sygnał „rusz tyłek, za długo siedzisz bez ruchu”. Ktoś może się zdziwić i stwierdzić, że to nie wada. Tak, oczywiście, zgodzę się w 100%, z małym wyjątkim. Po przejściu 24 km jednego dnia, chociaż na chwilę mógłby dać spokój, odpuścić i pozwolić posiedzieć na czterech literach